
Autor "Kongijskie piekło"
z Jarosławem Kocembą

Czytasz i nie możesz uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę.
Nie oskarżam Prezydenta. Wdzięczny jestem za interwencję, która uratowała mi życie. Ale fakty są faktami - i każdy może je ocenić sam. Poniżej opinia Newsweeka Polska:„(…) Takie słowa miały poważne konsekwencje. Mariusz Majewski o mało nie zapłacił za nie swoim życiem.
(…) Obraz sytuacji był jasny: Polska sprzymierzyła się z Rwandą w agresji na ich kraj.
»Zupełnie niepotrzebnie zostaliśmy wrogiem afrykańskiego kraju« — mówi Mariusz Majewski.
(…) Trafia do więzienia podejrzewany o szpiegostwo. Później szybko: pokazowy proces i wyrok Trybunału Wojskowego.
Myśli, że dają mu dożywocie. Tymczasem dostaje karę śmierci.
Nie wie za co. (…) Nie ma tłumacza. Ani żadnej pomocy.
(…) Jest sam.
(…) Z uzasadnienia wyroku wyławia tylko nazwisko prezydenta Dudy.
(…) Wygląda tak, jakby prezydent najpierw wywołał pożar, a później wyciągnął ofiarę z płomieni.
Trzeba sobie zadać pytanie: czy nie lepiej było nie podpalać?”
Prezydent wiedział.

"Sędzia dalej mówił, ale ona zamilkła. Nie wiedziałem, jaki jest wyrok, wyłapałem tylko słowa: „dziesięć milionów" i „Andrzej Duda". Ale nie miałem pojęcia, w jakim kontekście te słowa padły. W końcu, nie czekając nawet na oficjalne zakończenie rozprawy, Carine teatralnie odwróciła się i bez słowa odeszła. Bez słowa też do mnie! Pobiegłem za nią, bo nie wiedziałem, co ze mną. Zatrzymał mnie żołnierz. Chwilę później inny odprowadził mnie do celi. Sébastien, Didier i paru innych chłopaków pytało mnie o wyrok. A ja wiedziałem tylko, że uznali mnie za winnego.
— Mówili coś o dziesięciu milionach dolarów, tyle wiem — powiedziałem.
— O dziesięciu milionach do zapłaty? — pytał Sébastien.
— Nie wiem, po prostu nie wiem!
Dudniło mi w uszach, to wszystko wydawało mi się nierealne.
Nagle naszą rozmowę przerwał więzień z karteczką, który burknął: „Masz widzenie”. Zabrał mnie do biura zastępcy naczelnika. W środku czekała na mnie Carine.
– No co jest, na litość boską?! Mów wreszcie, jaki mam wyrok! – krzyknąłem od razu, gdy ją zobaczyłem.
– Odwołamy się. Na pewno ten wyrok unieważnią – tłumaczyła zdenerwowana.
– Ale jaki?! Mów wprost: kara śmierci, tak? Powieszą mnie? No mów!
Spojrzała na mnie przestraszona.
– Nie. Dożywocie i dziesięć milionów dolarów do zapłaty.”
co było dalej?
Jeśli ta historia zostaje z Tobą - napisz. Odpowiadam osobiście w max 11h